P

Puerto Maldonado w Peru – Amazonia dla początkujących

Łódki na jeziorze Lago Sandoval - Amazonia Peru

Wybraliśmy się do Puerto Maldonado w Peru, żeby zasmakować trochę Amazonii. Mieliśmy okazję podziwiać tam niesamowitą różnorodność zwierząt i roślin w rezerwacie narodowym Tambopata.

Naszą podróż po Peru rozpoczęliśmy od peruwiańskiej Amazonii. Nie jest to taki oczywisty wybór, gdyż najwięcej znanych miejsc w Peru znajduje się przede wszystkim w górach lub na wybrzeżu. Leżą one na tzw. „szlaku gringo”, który dżungli nie uwzględnia (zajmuje ona jakieś 2/3 kraju, ale jest to mocno niedostępny teren). My jednak uznaliśmy, że chcemy trochę „zakosztować” tej Amazonii, ponieważ Peru jest drugim krajem, jeśli chodzi o jej powierzchnię (największa jej część znajduje się w Brazylii).

Planując nasz wyjazd długo wahaliśmy się nad tym, w którą część Amazonii się wybrać. Dwie najpopularniejsze opcje to rejony Iquitos oraz chyba nieco mniej popularne – Puerto Maldonado.

Iquitos vs Puerto Maldonado – lokalizacja

Iquitos czy Puerto Maldonado – gdzie zobaczyć Amazonię w Peru?

W przypadku tego pierwszego, będziecie mieć okazję zobaczyć samą Amazonkę – co niewątpliwie jest kuszącą opcją. Iquitos to miasto mocno uprzemysłowione i dość spore (prawie 400 000 mieszkańców – co wydaje się dość dużo jak na miejscowość położoną “pośrodku niczego”). A przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że powstało ono w okresie boomu na kauczuk. Te rejony są bogate w ten właśnie surowiec, więc przyciągnęło to sporą liczbę ludności. Miasto zostało założone, żeby umożliwić ludziom zamieszkanie i pracę pośrodku dżungli przy wydobyciu kauczuku.

Z ciekawostek, udając się z Iquitos niedaleko w górę Amazonki można dotrzeć do miejsca, gdzie Amazonka zaczyna być znana pod tą nazwą. Wcześniej jest rzeką Ucayali i Mantaro. Trwają spory co do jej długości – o tytuł najdłuższej rzeki na świecie konkuruje z Nilem. Do 2014 roku za jej źródło uznawano rzekę Apurimac, jednak nowsze badania stwierdziły, że dłuższą „odnogą” jest jednak rzeka Mantaro. Niezależnie od tego, co uznamy za źródło Amazonki, to właśnie przy Iquitos Amazonka staje się faktycznie Amazonką.

Do Iquitos nie prowadzi żadna droga lądowa, czy też tor kolejowy. Żeby się tam dostać musimy zdecydować się na kilkudniową przeprawę rzeką albo przelot bezpośrednio ze stolicy (uwaga: loty nie są codziennie – info. z końcówki 2022 roku).

Głównie ze względu właśnie na utrudnienia w podróżowaniu, my zdecydowaliśmy na drugą opcję – na pobyt w leżącym bardziej na południu Peru (dokładnie na południowym-wschodzie) Puerto Maldonado. Jest ono stolicą regionu Madre De Dios i leży nad rzeką o tej samej nazwie. Rzeka ta rozpoczyna swój bieg w Peru, następnie płynie przez Boliwię, żeby przy granicy z Brazylią, po połączeniu się z inną rzeką, zmienić nazwę na Madeirę i ostatecznie wpłynąć do Amazonki.

Żeby się dostać do Puerto Maldonado można się zdecydować na lot samolotem lub na przejazd autobusem z Cusco. My przylecieliśmy bezpośrednio z Limy, natomiast opuściliśmy miejscowość jadąc nocnym autobusem do Cusco. Decydując się na taką kolejność, musicie wziąć pod uwagę, że przeciągu kilkunastu godzin przedostaniecie się z leżącej prawie na poziomie morza dżungli, do Cusco na poziomie 3400 m n.p.m., przejeżdżając po drodze przez pasma górskie zdecydowanie powyżej 4000 m n.p.m. W związku z tym, choroba wysokościowa dość mocno prawdopodobna 😉 My niestety nie wzięliśmy tego pod uwagę.

Region Madre de Dios otrzymał miano Stolicy Bioróżnorodności Peru – ze względu na bogactwo fauny i flory znajdującej się w tym rejonie. Dodatkowo, jest on także wysoko w rankingach na całym świecie. A zdecydowanie wartym odwiedzenia w tych rejonach jest Rezerwat Narodowy Tambopata.

Napis na wieży Bioróżnorodności (Mirador de la Biodiversidad), będącej dobrym punktem widokowym na Puerto Maldonado

Pobyt w peruwiańskiej stolicy bioróżnorodności

Wychodząc z samolotu na lotnisko w Puerto Maldonado pierwsze co, to uderzyła nas niesamowita fala gorąca i jednocześnie duża wilgotność – w końcu jesteśmy pośrodku Amazonii!

Lotnisko jest bardzo minimalistyczne – znajduje się w takim blaszanym hangarze, z wiatrakami u sufitu w ramach klimatyzacji (która oczywiście niewiele daje przy 38ºC 😉). Wychodząc z lotniska spodziewaliśmy się oczywiście przekrzykujących się taksówkarzy walczących o turystę, ale zaskoczyła nas liczba tuk tuków! Okazało się, że jest to zdecydowanie najpopularniejszy transport w tej okolicy. Postanowiliśmy od razu skorzystać z okazji, żeby wczuć się w latynoski klimat. W ten sposób dostaliśmy się do miejsca, gdzie mieliśmy zarezerwowane noclegi.

Puerto Maldonado to takie typowe latynoskie miasto. Nie spodziewajcie się tutaj kolonialnego klimatu, raczej od razu rzuci się Wam w oczy dość duży chaos, gwar, bardzo duży ruch uliczny (zwłaszcza jak na miejscowość poniżej 100 tys. mieszkańców), w którym jako pieszy szybko należy zapomnieć o standardach przywiezionych z Europy. Nikt się tutaj na przejściu dla pieszych nie zatrzymuje, my byliśmy wręcz świadkami, gdy jakiś samochód strąbił chcącą przejść przez pasy osobę na wózku inwalidzkim 😲

Z drugiej jednak strony, jeśli spojrzy się trochę głębiej, to okazuje się, że wszystko tu jakimś cudem działa. Wyłonią się nam przeróżne kolory obecne w mieście, muzyka płynącą z różnych stron, a przede wszystkim – bogactwo owoców dostępnych na wyciągnięcie ręki w każdym przydrożnym sklepiku. I nam taki klimat często dużo bardziej pasuje, niż poukładana, piękna architektonicznie kolonialna zabudowa. Ale mamy też świadomość, że nie każdy się tu odnajdzie 😀

Gdzie spać i jak wybrać się w głąb amazońskiej dżungli w Peru?

Miejscowość Puerto Maldonado powstała głównie ze względów turystycznych – ale nie spotkacie tutaj za wielu gringo. A to ze względu na to, że dwie najpopularniejsze opcje zwiedzania Amazonii nie uwzględniają potrzeby “zapuszczania się” do miasta:

  1. Noclegi w hotelach na obrzeżach miasta lub Amazonii i wykupienie gotowej, zorganizowanej przez hotel wycieczki, żeby móc się wybrać w głąb dżungli.
  2. Kilkudniowe zakwaterowanie na terenie samej Amazonii w tzw. lodge.

Obie opcje są dość kosztowne. My natomiast zdecydowaliśmy się na coś pośredniego – jako, że było to nasze pierwsze zetknięcie się z Amazonią, to wybraliśmy nocleg w eco-hotelu na obrzeżach Puerto Maldonado, natomiast na wyprawę do samej Amazonii wybraliśmy się z lokalnym biurem turystycznym. W naszym przypadku padło na Tambopata Rainforest Tours, ale opcji jest sporo – po prawej stronie jednej z uliczek biegnących od centralnego placu Plaza de Armas w stronę rzeki, znajduje się jedno biuro za drugim (a po lewej stronie – bardzo smaczne stanowisko z lodami, gdzie pani na naszych oczach pokroiła i dodała nam do lodów świeży owoc 😁). Wszystkie oferują właściwie tego samego rodzaju wycieczki, w podobnych cenach. Warto jednak pamiętać, że decydując się na taką opcję, pomimo zapewnień o dwujęzyczności przewodnika, musicie się liczyć z tym, że jednak Wasz przewodnik będzie znał jedynie tylko kilka słów po angielsku. My znamy język hiszpański w stopniu podstawowym i „odważyliśmy się” na tę opcję właśnie z takim przeświadczeniem, że raczej za dużo po angielsku nie porozmawiamy (w końcu Ameryka Łacińska rządzi się swoimi prawami 😉).

Czekając na wyruszenie w głąb Amazonii – przerwa na lody!

Przewagą wycieczek organizowanych bezpośrednio przez hotel jest to, że szanse na angielskojęzycznego przewodnika są bardzo duże, jeśli nie pewne. Jednak bilety u nich potrafią kosztować 2-3 razy drożej niż taka wycieczka z lokalnym biurem, kierującym swoją ofertę jednak głównie do Peruwiańczyków. Unikajcie też raczej rezerwowania wycieczki w internecie – ich ceny również są zdecydowanie wyższe niż te w mieście.

Trekking, nocny spacer po dżungli, pływanie po jeziorze…

Wybierając się na wycieczkę do amazońskiej dżungli, najlepiej zdecydować się na wycieczki z przewodnikiem z agencji turystycznej – z tego co nam wiadomo, nie można samemu wejść ani w głąb dżungli, ani na teren samego rezerwatu Tambopata. Z pewnością przyda się też doświadczenie przewodnika – dżungla skrywa wiele tajemnic i sami za wiele się o niej nie dowiecie. Za to z przewodnikiem będziecie mogli liczyć na poznanie wielu ciekawostek.

Amazońska dżungla w Peru oferuje dużo opcji dla osób żądnych przygód i myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Agencje turystyczne mają przygotowanych wiele możliwości – wszystko w zależności od tego, ile macie czasu na miejscu. Można się zdecydować zarówno na kilku (2-3) godzinne, całodniowe, jak i kilkudniowe wyprawy do dżungli (z uwzględnieniem noclegu w tzw. lodge). Dużo zależy też od tego, co Was interesuje. Możecie spacerować po dżungli podziwiając w trasie mnóstwo zwierząt i roślin, gdyż amazońska dżungla skrywa wiele niesamowitych gatunków. Możecie także wybrać nocną opcję takiej wyprawy – jeśli nie boicie się ciemności i interesują Was małe żyjątka takie jak żaby, insekty, pająki.. (ja niekoniecznie jestem ich fanem 😉).

Jeśli chcecie mieć pewność, że zobaczycie niesamowicie kolorowe ptaki i papugi, wybierzcie się zobaczyć tzw. collpas – są to ściany z dużymi zasobami gliny, gdzie głównie ptaki gromadzą się, żeby tę glinę zjadać (a dokładniej – zlizywać). Nie do końca wiadomo, skąd takie zachowanie się bierze – jest kilka teorii na ten temat. Jedna z nich mówi o tym, że w ten sposób zwierzęta uzupełniają braki minerałów (głównie sodu), inna – że pomaga im się to pozbyć toksyn. Warto wspomnieć, że Peru i rezerwat Tambopata jest jednym z najbardziej polecanych miejsc, żeby zobaczyć właśnie takie zjawisko.

Możecie też wybrać się na rejs łódką po rzece Madre de Dios lub Tambopata, w trakcie której będziecie wypatrywać egzotycznych ptaków, kapibar, leniwców, kajmanów lub łowić piranie. Taki rejs łódką można też odbyć o zachodzie słońca – delektując się pięknymi widokami.

Dla tych z Was, którzy lubią większy zastrzyk adrenaliny, są też dostępne bardziej ekstremalne opcje. Można spacerować jakieś 30 metrów nad ziemią po systemie połączonych mostów i lin rozciągniętych pomiędzy koronami drzew – amazońska dżungla z takiej wysokości na pewno wygląda niesamowicie!

Amazońska dżungla i Lago Sandoval

My wybraliśmy wyprawę nad jezioro Sandoval, ponieważ łączyła ona kilka elementów, których chcieliśmy doświadczyć. Pierwszym etapem była podróż łodzią po rzece Madre de Dios. I już tutaj zaczęło się od przygody.

W Peru byliśmy na początku pory deszczowej – czyli okresu, gdy codziennie powinno chociaż chwilę popadać. Jednak okazało się, że od kilku tygodni panuje tu susza. W związku z tym, poziom rzeki mocno się obniżył i łódka, którą mieliśmy płynąć nie mogła dobić do brzegu. My tym samym nie mogliśmy do niej wejść, bo warstwa dna rzeki, którą odsłoniła rzeka, była zbyt głęboka, żeby przejść po niej “suchą stopą”.

Nasi przewodnicy zadziałali jednak bardzo szybko i sprawnie – w miejscu, gdzie mieliśmy wsiadać na łódkę, była opuszczona w okresie COVIDu restauracja, już mocno zapuszczona. Na zewnątrz stały jakieś ławki, które rozebrane posłużyły nam za podest, po którym mogliśmy wejść na pokład.

Prawie wszystkim udało się przejść suchą stopą na pokład 😉

Po jakiś 40 minutach spędzonych w łódce, dotarliśmy do miejsca, skąd zaczynaliśmy ok 1,5h trekking (w sumie bardziej spacer 😉) przez las – najpierw przez tzw. strefę buforową, czyli strefę przed oficjalnym rozpoczęciem się rezerwatu narodowego.

Bogactwo roślin i zwierząt w amazońskiej dżungli

Wchodząc do dżungli, przywitała nas tablica rezerwatu oraz wielka flaga Peru. Już od samego początku mogliśmy podziwiać bardzo bujną roślinność.

Duże wrażenie zrobiła też na nas liczba małpek, która pojawiła się na samym początku – przeskakiwały one sobie beztrosko po gałęziach palm. Były tam małpki wiewiórcze (sajmiri) oraz wyjce – zawdzięczają one nazwę bardzo niskim dźwiękom, które wydają.

Na zdjęciu poniżej widzicie owoc aguaje, którym żywią się małpki. Jest on także jadalny dla ludzi – pod postacią lodów albo smoothies tzw. aguajina (często sprzedawany po prostu na ulicy przez mieszkańców). My go niestety nie spróbowaliśmy – uznaliśmy, że pewnie jeszcze w pozostałych rejonach Peru będzie taka opcja. Niestety więcej się z nim nie spotkaliśmy – tak więc będąc w rejonach Puerto Maldonado lub Iquitos, koniecznie go poszukajcie!

Aguaje – owoc, którym żywią się małpki

Nasz przewodnik Jorge, żyje w tych rejonach od dziecka. W związku z tym, był niesamowicie wyczulony na wszelkie odgłosy przyrody. Usłyszał w zaroślach młodego pancernika, który się tam ukrywał. My przeszlibyśmy koło niego w ogóle go nie zauważając! Innym dowodem na jego spostrzegawczość był moment, gdy pływaliśmy po jeziorze i delektowaliśmy się odgłosami przyrody. W pewnym momencie przewodnik kazał nam chwycić za wiosła i szybko płynąć na drugą stronę ogromnego jeziora – okazało się, że usłyszał nutrie, których nie udaje się spotkać za często, a my mieliśmy dużo szczęścia.

Młody pancernik

Skoro jesteśmy w dżungli to nie mogło również zabraknąć pająków! Tarantule zobaczyliśmy już wracając z wyprawy – w ciągu dnia chowają się one głęboko w ziemi, żeby wyjść na powierzchnię, jak zrobi się nieco chłodniej i ciemniej. Tak więc, jeśli ktoś za pająkami nie przepada, to lepiej niech się wieczorem ani na nocny spacer nie wybiera do lasu, bo dżungla odkrywa wtedy wiele niespodzianek.

Tarantule wychodzące z nor

Widzieliśmy również gniazdo termitów – ale nie w postaci kopca na ziemi, z jakim do tej pory nam się kojarzy. Było to gniazdo założone na gałęzi drzewa. Nie do końca wiemy z jakiego powodu, ale podejrzewamy, że termity mogą się w ten sposób uchronić przed zalaniem porą deszczową (ale nie jest to potwierdzona informacja).

Nasz przewodnik i gniazdo termitów

Jednak chyba największe wrażenie na nas zrobiło drzewo.. a właściwie pasożyt – Fikus Matapalo, zwany także drzewem dusicielem. Obrasta on najpierw gałęzie drzewa lianami, które potrafią zejść aż do ziemi, żeby wyssać z niej soki odżywcze. Ostatecznie pasożyt zaczyna się na tyle szybko i mocno rozrastać, że zaczyna „dusić” swojego żywiciela, odcinając go od wody, światła słonecznego i ostatecznie przejmuje jego miejsce.

W rezerwacie Tambopata widzieliśmy naprawdę bardzo duży okaz (tak się złożyło, że natrafiliśmy też na peruwiańską ekipę filmową kręcącą o nim odcinek do jakiegoś programu przyrodniczego!), przez który…mogliśmy przejść na wylot!

Lago Sandoval

Po przekroczeniu granicy rezerwatu wsiedliśmy do łodzi – tym razem nie były to łódki z silnikiem, żeby nie zanieczyszczać jeziora w rezerwacie. W związku z tym musieliśmy od czasu do czasu chwycić za wiosła.

Zanim dostaliśmy się na otwarte jezioro, musieliśmy przepłynąć przez przesmyk, w którym czaiły się kajmany – niestety za szybko chowały się do wody, żeby zdążyć zrobić im zdjęcie. Żyje ich jednak w jeziorze podobno bardzo dużo.

Pływając po jeziorze można dalej podziwiać bogactwo przyrody amazońskiej i chłonąć jej odgłosy. Najczęstszym widokiem są kormorany siedzące na gałęziach. Kormorany potrafią nurkować w wodzie za rybami – jednak nie potrafią później odfrunąć, dopóki nie wyschną im skrzydła. Tym samym, susząc się po spożytym obiedzie na konarach drzew, stają się łatwym łupem dla kajmanów. Taki łańcuch pokarmowy w Amazonii 😉

Dla nas niesamowitym okazem był hoacyn – ptak, o którym znaleźliśmy informację, że bywa nazywany potomkiem dinozaurów. A wynika to z tego, że jego młode osobniki mają pazury na skrzydłach! Zanikają one jednak z wiekiem. Ale jak przyjrzycie się jego oku i dziobowi, to myślę, że dalej zauważycie w nim coś z dinozaura.

Hoacyn

Nad jeziorem Sandoval byliśmy niedługo po tym, jak rodziły się małpki – stąd też widzieliśmy bardzo dużo małpek noszonych przez swoich rodziców na grzbiecie. Małe małpki często owijały się swoim ogonem o ogon rodzica, żeby nie spaść.

W trakcie przerwy na lunch mieliśmy okazję spróbować amazońskiego smakołyku – juane (bądź tamales – nie jesteśmy do końca pewni, która z wersji to była 😅), czyli ryżu z kurczakiem, oliwkami, jajkiem zawiniętym w liście bijao, bananowca albo helikonii.

Wyprawa nad jezioro Sandoval zajmuje właściwie cały dzień (wyruszyliśmy o 9 i wróciliśmy na obiadokolacje) i jest naprawdę godna polecenia, pomimo że po powrocie byliśmy mocno zmęczeni, ale przede wszystkim – zadowoleni. Powiedziałabym, że to trochę taka Amazonia w pigułce – dla tych, którzy na początek boją się zapuszczać w bardziej dzikie rejony puszczy lub też nie mają tyle czasu, żeby wybierać się na kilkudniowe wyprawy do dżungli. My mogliśmy zobaczyć i doświadczyć w ten jeden dzień naprawdę bardzo dużo i zdecydowanie „złapaliśmy” bakcyla. Myślę, że przy kolejnej okazji, wybierzemy się na dłuższą eksplorację lasu tropikalnego, łącznie z zakwaterowaniem w lodge.

Amazon Shelter

W Puerto Maldonado spędziliśmy 3 pełne dni. Pierwszy upłynął nam na eksplorowaniu miasta, drugi na wycieczce w głąb Amazonii. Pozostał nam trzeci – i tutaj zastanawialiśmy się jeszcze nad jedną wyprawą do dżungli. Jednak znaleźliśmy inną opcję – Amazon Shelter, czyli miejsce rehabilitacji i ochrony amazońskich zwierząt. Zostało ono założone, żeby ratować i leczyć zwierzęta odebrane m.in. z rąk kłusowników. Jest ono położone mocno na uboczu miejscowości – tak więc trzeba zorganizować sobie taksówkę lub tuk tuka, a najlepiej jeśli uda się Wam wypożyczyć gdzieś rower – z pewnością będzie to najtańsza opcja. Widzieliśmy też w ofertach jakiegoś biura turystycznego to miejsce – oczywiście oprócz biletu wstępu, uwzględnia ono również transfer na miejsce, ale jednak polecamy się Wam tam wybrać samemu.

Amazon Shelter w Puerto Maldonado

Wyjeżdżaliśmy z Puerto Maldonado ostatniego dnia późnym wieczorem – jechaliśmy nocnym autobusem do Cusco. Ale przed wyjazdem wybraliśmy się na kolację do bardzo dobrej, a jednocześnie taniej restauracji niedaleko terminalu autobusowego: Burgos’s restaurant. Z całego serca Wam ją polecamy – jedzenie było pyszne, a porcje ogromne (właściwie, to najedliśmy się już samymi przystawkami 😅).

Amazońska dżungla – najważniejsze wskazówki

Gdy będziecie rozważać wycieczkę do dżungli pamiętajcie o najważniejszych rzeczach:

  1. Amazońska dżungla to tereny malaryczne – koniecznie miejcie ze sobą środki przeciwko komarom, bo gryzą niemiłosiernie. Możecie też rozważyć przyjmowanie leków przeciwmalarycznych (warto skonsultować się w tej sprawie z lekarzem podróży).
  2. Lasy tropikalne to też rejony zagrożone występowaniem żółtej gorączki – z tego względu zalecane jest szczepienie przeciwko żółtej gorączce (znowu odsyłamy do lekarza medycyny podróży).
  3. Wybierając się do dżungli w Peru pamiętajcie, że to tereny leżące blisko równika – zatem słońce jest tam naprawdę mocne i koniecznie smarujcie się wysokim filtrem, pamiętajcie o jakiejś ochronie na głowę i okularach przeciwsłonecznych.
  4. Zaopatrzcie się w duże ilości wody.
  5. Chodząc po dżungli warto mieć pełne buty – nigdy nie wiadomo, na co można nadepnąć.
  6. Większość przewodników oraz lokalnych mieszkańców chodziło (ku naszemu zdumieniu na początku) ubranych w długie spodnie i długie rękawy – pomimo panującego tam upału! Jednak jest to faktycznie dobra ochrona zarówno od słońca, jak i komarów (jednak my nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich temperatur i chodzenie tak ubranym przerosło nasze możliwości 😅).
  7. Bądźcie czujni i cały czas wypatrujcie niesamowitych zwierząt i roślin 😀
CategoriesPeru
    1. Agnieszka says:

      Hej,
      wycieczka na Lago Sandoval kosztowała nas 100zł od osoby – wykupiona w lokalnym biurze podróży w Puerto Maldonado (jesień 2022 rok).
      Natomiast hotel proponował nam ją za około 250zł od osoby! Przy czym tak jak pisałam, w przypadku oferty z hotelu, pewnie ma się większą szansę na angielskojęzycznego przewodnika 😅 Ale przebitka jest bardzo duża!

  1. Richard says:

    Dziękuję Wam za fascynującą przygodę po peruwiańskiej Amazonii.
    Znakomite opisy dokumentowane zdjęciami. Pewnie jesteście dziennikarzami bo pióro na to wskazuje.
    Ja również jestem doświadczonym turystą i wielkim fanem tej formy rekreacji.
    Poznałem nieźle Europę, ale tylko jeden raz wyjechałem poza jej granice na Półwysep Indochiński. Zderzenie z kulturą Azji jest na początku porażające lecz po dwóch dniach byłem „zaaklimatyzowany”.
    Zyczę Wam wielu emocji w poznawaniu świata.
    Richard z Hamburga

    1. Agnieszka says:

      Dziękujemy za tak miłe słowa 😊 Do dziennikarzy dużo nam brakuje, ale cieszymy się, że miło się czyta nasze wpisy. Staramy się jak najlepiej przekazać to, czego doświadczamy – zarówno w formie pisemnej, jak i zdjęciowej 😉
      My do tej pory byliśmy raz w Azji – pod koniec zeszłego roku w Omanie, ale to zupełnie inna kultura niż Półwysep Indochiński. Mamy nadzieję, że tam również uda nam się kiedyś dotrzeć – chociaż nie ukrywamy, że na razie serce zostawiliśmy w Ameryce Południowej.
      Również życzymy jak najwięcej podróży – tych mniejszych i tych większych. I kto wie, może do zobaczenia gdzieś w trasie 😊

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *