K

Kolory i muzyka Kuby – wspomnienia z podróży cz. 1

Kubę odwiedziliśmy już dość dawno temu – pod koniec 2017 roku, czyli na długo przed powstaniem Naprzeciw Światu. Bardzo jednak chcielibyśmy podzielić się z Wami naszymi wspomnieniami z wyjazdu na tę wyspę. Zajmuje ona specjalne miejsce w naszym sercu, ponieważ oprócz tego, że do dzisiaj uważamy Kubę za jeden z bardziej niesamowitych krajów jakie widzieliśmy, to podróż ta była także naszą podróżą poślubną 😊 W związku z tym, zapraszamy Was na naszą opowieść, która będzie taka jak i sama Kuba – pełna muzyki i koloru.

Kuba na własną rękę – kolory i muzyka

Chociaż wiele miejsc w Ameryce Łacińskiej nas zachwyciło, to żaden kraj nie oczarował nas swoim kolorem, a przede wszystkim muzyką tak, jak Kuba. Dla nas jest to jeden z najbardziej fascynujących krajów, które widzieliśmy do tej pory. I choć było to już kilka lat temu, to do dziś z sentymentem wracamy do zdjęć i wspomnień z tego wyjazdu.

Podczas tej wyprawy przemierzyliśmy z plecakami, a tak naprawdę „przetańczyliśmy” wyspę z jednego krańca na drugi – z Hawany do Santiago de Cuba. Chcemy przedstawić Wam Kubę taką, jaką ją zapamiętaliśmy – Kubę zatrzymaną w czasie, pełną słońca, rumu, cygar, mistrzów mechaniki samochodowej, a przede wszystkim tańca, muzyki i koloru. 

Jeden z najbardziej fascynujących krajów, które odwiedziliśmy

Swoje miejsce znajdą tu zarówno fani historii, zafascynowani pomnikami kubańskich bohaterów narodowych, jak i miłośnicy przyrody. Można też podziwiać piękne piaszczyste plaże np. na Cayo Coco (chociaż my akurat ominęliśmy ten rejon, ponieważ za typowym plażowaniem nie przepadamy 😅). A zwiedzanie Kuby zdecydowaliśmy się rozpocząć w pierwszej kolejności od samego serca Kuby, czyli Hawany…

Podróż w czasie – czyli wizyta w Hawanie

Paradoksalnie, pierwszym kolorem, którym przywitała nas Hawana, był kolor… czarny. Gdy tylko opuściliśmy port lotniczy i wsiedliśmy do taksówki, ujrzeliśmy czarne kłęby dymu i spalin. Ich źródłem były znane chyba wszystkim słynne kubańskie samochody – 70-letnie krążowniki szos, które tak jak my, zmierzały do centrum kubańskiej stolicy. Ilość dymu „wydychanego” przez takie 70-letnie silniki robi wrażenie 😅 Ale ten dym bardzo szybko schodzi na dalszy plan, bo nie ma żadnych szans z barwami karoserii tych pojazdów. Oldtimerów, które sprawiają wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał…

Bliskie relacje z USA

A zatrzymał się już jakiś czas temu, bo gdzieś w latach 50-tych, może nawet wcześniej. W czasach sprzed kubańskiej rewolucji, gdy panowała tutaj jeszcze inna, kapitalistyczyna rzeczywistość. W tamtym okresie Kuba była w bardzo bliskich relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, a USA było dla niej głównym dostawcą samochodów (i nie tylko). Sama wyspa traktowana była niczym 51-wszy stan USA. To wówczas na Kubę przywędrowały samochody takie jak Fordy, Chrystlery, Chevrolety, Cadillaci czy Dodge. Znacznie więcej o nich piszemy w poście: Kuba – samochody i magicy mechaniki.

Przyglądanie się tym starym samochodom było dla nas okazją do takiej wędrówki w czasie – do Kuby z początków XX wieku. Do czasów, których symbolem był chociażby kubański Kapitol, do czasów rewolucji będący siedzibą kubańskiego kongresu. Swoją drogą, jego okolice to jedne z najlepszych miejsc do podziwiania tych motoryzacyjnych perełek, więc koniecznie trzeba odwiedzić to miejsce w mieście! A sam Kapitol mówi się, że dla podkreślenia potęgi dawnej Kuby, musiał być metr wyższy, metr szerszy i metr dłuższy od tego w Waszyngtonie.


Zarówno on, jak i samochody były symbolami wielkości i bogactwa wyspy sprzed rewolucji socjalistycznej. Niestety, jak to zazwyczaj bywa, bogactwa tylko dla wybranych… bo statystyczny Kubańczyk nigdy nie miał za łatwo. Dobrze za to żyło się osobom z kręgów amerykańskich oraz tym, którzy popierali rządy dyktatora Batisty.

Były to również dobre czasy dla amerykańskiego biznesu na Kubie, który kwitł na wyspie w najlepsze. W czasach prohibicji bogaci Amerykanie traktowali Hawanę jako miasto uciech i zabaw. A gdyby tego było mało, to Kubę upodobała sobie także amerykańska mafia, która za jedno z ulubionych miejsc spotkań obrała sobie znajdujący się w stolicy hotel Nacional i widywała się tu pod przykrywką koncertów Franka Sinatry. Krążą również legendy, że to tutaj spotykał sie ze wspólnikami m.in. legendarny Al Capone (chociaż to podobno zmyślona historia, żeby przyciągnąć turystów 😅).

Hotel Nacional
Słynny hotel Nacional

Natomiast sam Hotel Nacional można podziwiać z hawańskiego deptaku Malecón, który uchodzi za symbol Hawany i częste miejsce spotkań Kubańczyków. Spacerując Malecón można dojrzeć po drugiej stronie portu – na drugim wybrzeżu – jedną z hiszpańskich fortyfikacji. Tym samym możemy przenieść się do jeszcze wcześniejszych czasów…

Stolica wyspy – skarbnica kolonialnego świata

Zanim nastały czasy amerykańskie, stolica wyspy była nazywana najcenniejszą skarbnicą kolonialnego świata, którą przed atakami piratów broniły dwie ważne fortyfikacje: zamek Morro oraz fort La Cabania, razem tworzące największą hiszpańską fortyfikację obu Ameryk. Pomimo braku bogactw naturalnych jako takich, Kuba była ważnym, strategicznym portem dla hiszpańskich kolonizatorów, po których zostały nie tylko forty, ale również liczne działa i kule armatnie, które dosłownie “wbiły się” w krajobraz hawańskiej ulicy.

Spod zamku Morro podziwialiśmy jeden z najpiękniejszych widoków na starą Hawanę, tzw. La Havana Vieja. Widok szczególnie wyjątkowy dla nas o zachodzie słońca, zwłaszcza że była to nasza podróż poślubna, więc nie mogło zabraknąć podczas naszej wyprawy nieco romantyzmu 🤫

Po zachodzie przenosiliśmy się ponownie na wspomniany wcześniej deptak Malecón, który stawał się wtedy bardzo klimatycznym miejscem. Do odgłosu 70-letnich silników oraz fal rozbijajacych się o brzeg, dochodzą dźwięki muzyki płynącej z głośników przynoszonych tu przez Kubańczyków… Mogliśmy usłyszeć wszelakie gatunki – od tradycyjnego bolero czy sonu, przez rumbe,  jazz, salsa, aż po reggeaton czy wręcz hip hop. Obok samochodów, taniec i muzyka to jedne z najważniejszych symboli Kuby.

Krążowniki szos wzdłuż Malecón
Krążowniki szos jadące wzdłuż Malecón

Natomiast rankiem muzyka milknie ustępując odgłosom silników – a Malecón staje się dobrym punktem obserwacyjnym, żeby podziwiać krążowniki szos snujące się wybrzeżem Hawany.

Stare samochody, czyli historia wyspy w pigułce

Sami zdecydowaliśmy się wybrać na przejażdżkę takim oldtimer’em – chociaż za często nie korzystamy z tego typu atrakcji (tak samo jak nie podróżujemy z biurem podróży), to przemierzanie hawańskich ulic w amerykańskim Cadillac’u pozwala wczuć się w klimat miasta. Rozglądając się w trakcie jazdy mogliśmy zauważyć, że historia Hawany nie kończy się ani w czasach kolonialnych, ani za czasów amerykańskich na Kubie. Tak samo z resztą jak nie kończy się wtedy historia kubańskiej motoryzacji, która mocno wiąże sie z polityką tego kraju.

A to dlatego, że po czasach Cadillaców, Chrystlerów i Fordów nastały na Kubie nowe czasy – czasy Łady, Moskwicza, Wołgi i malucha… Nazywanego ciepło przez Kubańczyków „el Polaquito” czyli Polaczek.

Zmianę przyniosła oczywiście rewolucja kubańska, po której stosunki z USA zostały zerwane, a na wyspie zapanował ustrój socjalistyczny. Na jej ulice wyjechały pojazdy radzieckie. Natomiast kubańska ulica jaką my zapamiętaśmy, to kolorowa mieszanka amerykańskich oldtimerów, poradzieckich wołg oraz bardziej współczesnej motoryzacji… chińskiej! Ponieważ po upadku ZSRR, to właśnie Chiny stały się niejako ostatnią deską motoryzacyjnego ratunku dla Kuby. Jednak chińskie samochody to głównie taksówki, autobusy i rządowe pojazdy. A dostęp do nowych samochodów dla zwykłych Kubańczyków jest wyjątkowo trudny.

Dlatego w kółko naprawia sie te samochody, które już tam są. Auta, które widywaliśmy, to składanka części pochodzących z zupełnie innych pojazdów. A sami Kubańczycy stali się mistrzami i można by powiedzieć – wręcz magikami mechaniki samochodowej… Bo chyba trzeba być magikiem, żeby utrzymać na chodzie samochody mające po 70 i wiecej lat 😮 Ale z resztą, nie ważne jak stare, z jak z wielu różnych części się składają, muszą przede wszystkim wyglądać i wyróżniać się swoimi intesywnymi barwami! Muszą być piękne, muszą być kolorowe – i takimi je zapamiętaliśmy! A jeśli zainteresowała Was historia samochodów na Kubie, zapraszamy do naszego blogposta poświęconemu właśnie tej tematyce.

Stuningowany maluch
Stuningowany maluch

Stara Hawana

Dokładnie tak jak słynne samochody, tak samo kamienice Starej Hawanie również zdecydowanie wyróżniały się swoimi kolorami – zawsze wyraźnymi, intensywnymi…I podobnie jak samochody, tak samo te kamienice czy domy w mieście są w kółko naprawiane i przede wszystkim – odmalowywane. Do tego stopnia, że mogliśmy mieć czasem wrażenie, iż jedynym co tak naprawdę trzyma je w pionie, to w zasadzie setki warstw farby pokrywające elewację. I niestety często nie jest to wyolbrzymienie… Spotykaliśmy budynki takie jak na poniższym zdjęciu – składające się właściwie z samej fasady. I niestety takich miejsc jest wiele, zwłaszcza w tej dzielnicy.

Chociaż mówi się, że w Hawanie czas się zatrzymał, to niestety biegnie on nieubłaganie i robi swoje. A Kubańczycy walczą jak mogą naprawiając i odmalowując to, co im jeszcze zostało. I Kuba jaką zapamiętaliśmy, to właśnie wyspa, która walczy i przede wszystkim – nie poddaje się szarości. Kolory pojawiają się tu w różnej formie, nawet na bardzo zniszczonych budynkach.

Bo choć biednie i trudno to nie powód dla Kubańczyka, aby dać się opanować szarości! Kubańskie miasta tętnią życiem, które często dzieje się właśnie bezpośrednio na ulicy. Ludzie spędzają czas ze sobą na ulicach, na których zaciera się to, co wewnątrz z tym, co na zewnątrz. Chodząc po uliczkach Hawany chcąc czy nie chcąc, zagląda się do domów Kubańczyków – otwartych na oścież. My czasem mieliśmy wręcz poczucie, że uczestniczymyw ich życiu.

Życie w Starej Hawanie
Stara Hawana

Ale spacerując ulicami Hawany można doświadczyć nie tylko Kubańskiej współczesności, ale również przenieść się w czasie, do odległych czasów kolonialnych. Czasów wspomnianego już kolonialnego bogactwa, gdy Hawana stanowiła najważniejszy hiszpański port na Karaibach i nazywana była Perłą Karaibów. Zwłaszcza okolice Plaza Vieja w centrum Starej Hawany (w całości wpisanej na listę UNESCO), gdzie znajduje się reprezentacyjna część miasta z odrestaurowanymi kamienicami, kolorowymi budynkami, przenoszą nas do XVI-XVII wieku.

Te okolice pełne są gwaru licznych sklepów i restauracji. Ale przede wszystkim pełne muzyki i tańca, które są nieodzownym elementem kubańskich ulic. I podobnie jak kolory, są one swego rodzaju panaceum na trudne życie na wyspie.

Muzyka na Kubie

Najbardziej kojarzonym z Kubą gatunkiem muzycznym jest salsa. Jest to jednak pewne uproszczenie. Salsa w języku hiszpańskim dosłownie oznacza „sos”… i wszystko się zgadza 😅 Salsa jest mieszanką wielu różnych gatunków muzycznych i tanecznych. Co więcej, wiele krajów latynoskich ma swoją własną odmianę salsy. Na Kubie mówi się o salsie „casino”. Jednak takim bardzo tradycyjnym i kubańskim gatunkiem jest son – nazywany również ojcem współczesnej salsy. Z pewnością spotkaliście się z nazwą zespołu Buena Vista social Club. Wykonywali oni właśnie son. A jednym z najbardziej zanych utworów jest piosenka „Chan chan”, której chyba nie da się nie usłyszeć będąc na Kubie. Jest ona wykonywana przez wiele zespołów grających na ulicach czy w restauracjach. Son na Kubie grany jest najczęściej przez zespoły skłądające się ze starszych panów, tak jak to było w przypadku Buena Vista Social Club. Jest to coś bardzo charakterystycznego i warto wybrać się na taki muzyczny wieczór kubański. My w ten sposób spędziliśmy wiele wieczorów w mieście. Dla nas takie spędzanie czasu było wręcz punktem obowiązkowym, ponieważ sami tańczymy salsę casino od ładnych paru lat 😊

A wracając na hawańskie ulice i do czasów kolonialnych – idąc z placu Plaza Vieja ulicą Mercaderes dochodzimy do kolejnego charakterystycznego miejsca w Hawanie – na Plaza de la Catedral z górującą nad nim barokową katedrą z dwiema charakterystycznymi, asymetrycznymi wieżami. Wzniesiona została w XVIII wieku i jest najbardziej znanym dziełem kubańskiego baroku, który symbolizuje wszystko to, co hiszpańskie na Kubie.

Plaza de la Catedral
Plaza de la Catedral

Barok na Kubie trwał długo, bo do początków XX wieku. Wtedy to na ulicach Hawany zaczęły dominować wpły amerykańskie. Zaczęły powstawać pola golfowe, kasyna, hotele, plaże, tor wyścigów konnych, czy też jedno z pierwszych międzynarodowych lotnisk na świecie!

Bacardi i Havana Club – jak dużo mają wspólnego z Kubą?

Wtedy to stolica z symbolu kolonialnej wielkości Hiszpanii, zmieniła się w symbol potęgi XX-wiecznego amerykańskiego kapitalizmu, ze wspomnianym już Kapitolem, Hotelem Nacional i pierwszymi wieżowcami. A jednym z ważniejszych z nich jest wieżowiec Edifico Bacardi – niegdyś oznaka wielkości rodziny Bacardi, której nazwisko znaleźć można na ok. 200 milionach butelek rumu sprzedawanego co roku na całym świecie.

Współcześnie jednak butelki Bacardi niewiele mają wspólnego z Kubą. Po socjalistycznej rewolucji, uciekając przed nacjonalizacją, rodzina opuściła wyspę zabierając ze sobą biznes.

Typowo kubańskim rumem pozostał jednak Havana Club – produkowany oryginalnie przez inną bogatą rodzinę, Arechabal’ów. Jej majątek został znacjonalizowany i przejęty przez państwo, a sama rodzina, podobnie jak Bacardi, również wyjechała. Natomiast rum pozostał ważnym symbolem Kuby.

Kubańczycy piją rum pod wieloma postaciami, a każdy drink na jego bazie kryje tu swoją historię.  Jednym z bardziej znanych jest Cuba Libre (z hiszp. „wolna Kuba”). Legenda głosi, że wymyślony został przez amerykańskich żołnierzy, którzy połączyli kubański rum z amerykańską colą. Takim trunkiem wznosili oni toasty za “wolną” Kubę, czyli za sprawę, za którą rzekomo walczyli. Jednak wyzwalając wyspę z rąk Hiszpanów, podporządkowali ją tak naprawdę sobie. Tym samym nazwa drinka – Wolna Kuba – jest jednak bardziej ironią, niż symbolem wolności.

Innym drinkiem bardzo powiązanym z Hawaną jest słynne kubańskie mojito. Serwowane chociażby w hawańskiej La Bodeguita del Medio (dosłownie w „piwniczce w samym centrum”) nieprzerwanie od 1942 roku. A miejsce to jest czymś pomiędzy barem, restauracją… a trochę speluną? 😅 Widywano w niej nieraz gwiazdy amerykańskiego kina, muzyki czy literatów takich np. Ernest Hemingway. Podobno przychodził on tutaj na szklaneczkę swojego ulubionego mojito. Drinka bardzo mocno kojarzonego z Hawaną, ponieważ kiedyś nie można było go wypić nigdzie indziej. A w samej stolicy smakuje szczególnie dobrze, gdyż podobno tylko tu używa się jedynego właściwego rodzaju mięty – tzw. tropikalnej zielonej mięty – „yerba buena”.

Szklaneczka rumu, do tego muzyka na żywo… I można zrozumieć, czemu Ernest Hemingway tak upodobał sobie zarówno Kubę, jak i to miejsce. I tak jak Bodeguita to było jego ulubione miejsce na smakowanie mojito, to w innym barze – el Floridita – pijał swoje ulubione Daiquiri, czyli kolejny słynny kubański drink z rumem i dużą ilością kruszonego lodu. Czy faktycznie tak było? Tego do końca nie wiadomo – może to kolejna historia dla turystów 😅. Z pewnością jednak nie stronił on od alkoholu, a w samej Hawanie miał swoją zimową rezydencję, gdzie pisał i tworzył. W mieście można odczuć wszechobecny jego kult, ponieważ wiele miejsc szczyci się tym, że “podobno” bywał i pijał u nich drinki… a inne wręcz przeciwnie: twierdzą, że “Tu nigdy nie było Hemingwaya” 🤣

Ale zostawmy już Hemingwaya w jego ulubionej Hawanie, zostawmy też za sobą gwar dużego miasta i przenieśmy się na kubańską prowincję.

Słynące z zielonych plantacji i niezwykłych formacji skalnych Viñales

Zabieramy Was teraz na prowincję – do jednego z piękniejszych, naszym zdaniem, miejsc na Kubie – doliny Valle Viñales oraz do znajdującego się w jej sercu małego miasteczka o tej samej nazwie.

Jest ono znacznie spokojniejsze od Hawany, ale równie barwne jak kubańska stolica. W Viñales co krok mijaliśmy kolorowe budynki i ich mieszkańców przemalowujących swoje domy na wszelkie kolory tęczy. A pod nimi stały ponownie kolorowe oldtimery i równie barwne łady.

Jednak zdecydowanie dominującym kolorem całej doliny Viñales była wszechobecna zieleń – jest to kolor bujnej roślinności porastającej okoliczny park narodowy. Jest ona widoczna przede wszystkim na znajdujacych się tutaj charakterystycznych formacjach skalnych, tzw. mogotach. Są to pagórki, które swoim kolorem i kształtem przypominały nam gigantyczne góry mchu 😉

W tych rejonach zdecydowanie odnajdą się miłośnicy przyrody, ponieważ to właśnie bogactwo przyrodnicze stanowi największą wartość okolicy. W charakterystycznych formacjach skalnych znajdują się też liczne jaskinie, które warto zobaczyć, jak np. Cueva del Indio. Możliwość wyciszenia się pośród zieleni palm kokosowych czy bananowców, a w szczególności plantacji… tytoniu!  

Viñales znane jest z tradycyjnych upraw tytoniu

Viñales leży samym środku historycznego regionu uprawy tytoniu, który uznawany jest za jeden z najlepszych gatunkowo na świecie. Krajobraz kulturowy tej doliny już wiele lat temu został wpisany na listę UNESCO, ponieważ słynie ona z tradycyjnych upraw tytoniu – używa się tutaj pługa ciągniętego przez byka. A lokalnym środkiem transportu są po prostu konie, którymi jeżdżą nie tylko lokalni plantatorzy, ale i również turyści, co wbrew pozorom nie wymaga żadnego wcześniejszego doświadczenia.

Konie - Vinales
Konna wycieczka

Konie są tak wytresowane, że doskonale rozumieją każde słowo wydawane przez swojego pana…takiego prawdziwego kubańskiego kowboja, którego spotkaliśmy właśnie pod Viñales. Sami nie mamy doświadczenia w jeździe konnej, ale nie jest to w ogóle konieczne, żeby wybrać się na taką przejażdżkę.

Kubańskie cygara

Wizyta na jednej z wielu obecnych w okolicy plantacji tytoniu pozwala poznać historię i metody jego uprawy oraz zobaczyć, jak się produkuje słynne, kubańskie cygara. A te prosto z plantacji smakują zupełnie inaczej niż te, produkowane przez wielkie rządowe firmy. Lokalne cygara zawijane są w liście bananowca lub palmy, klejone lub maczane w miodzie i lokalnych trunkach. Są tak naprawdę smakowią ucztą, nawet dla osób takich jak my, na co dzień nie gustujących w tytoniu.

I tylko szkoda, że lokalni plantatorzy na własny użytek mogą zachować jedynie cząstkę tego, co wyprodukują. Reszta trafia do państwa, bo w kraju socjalistycznym, jakim jest Kuba, nawet to co rolnik wyprodukuje, nie jest jego własnościa. Ale takie są niestety koszta rewolucji i socjalizmu, którego ślady spotykaliśmy w trakcie podróży na każdym kroku. 

Kubańskie cygara
Cygara zawinięte w liść palmy

Była nią chociażby taka atrakcja turystyczna pod Viñales: Mural de la Prehistoria. Przedstawia ona ewolucję człowieka – od prymitywnych skorupiaków, przez dinozaury, aż do ostatniego ogniwa w rozwoju, czyli człowieka socjalizmu! Podobno to jeden z największych murali świata – 120×160 metrów, chociaż wg nas jednak wątpliwej wartości artystycznej. Ale jak wiele tworów socrealizmu – musi być wielki i potężny, ale niekoniecznie piękny.

Mural de la Prehistoria - człowiek socjalizmu
Mural de la Prehistoria przedstawiający ewolucję człowieka od skorupiaków do człowieka socjalizmu

Niespieszne życie Kubańczyków

Ale nie dla symboli socjalizmu trafiliśmy do Doliny Viñales. Jest to dobre miejsce dla osób szukających zarówno wyciszenia w naturze, jak i różnego rodzaju aktywności fizycznych. Można się tu wybrać na: wyprawy konne, jazdę rowerem, trekkingi, zwiedzanie jaskiń czy wspinaczki… możliwości jest wiele. A dla nas była to również okazja do eksploracji okolicznych farm i wiosek oraz obserwacji niespiesznego życia lokalnej społeczności. Mieliśmy okazję zobaczyć np. grę w baseball, która okazało się, że jest narodowym sportem Kubańczyków! Jest to kolejna pozostałość po czasach przyjaźni kubańsko-amerykańskiej.

Baseball na Kubie ustępuje chyba tylko grze w… domino! Jest ono niezwykle popularną rozrywką na Kubie, które można spotkać w każdym zakątku wyspy. Na wszelakich placykach i skrzyżowaniach ulic widywaliśmy często grających starszych panów. Kubańczycy graja w domino z pasją, głośno i radośnie. Zawsze towarzyszy im tłum gapiów, a podczas gry widać prawdziwą walkę i emocje.

W kubańską odmianę domino gra się trochę jak w brydża – parami, w cztery osoby. Mówi się, że na Kubie domino to styl zycia. A więcej o samym kubańskim stylu życia dowiedzieliśmy się od tej dwójki:

Gościnność Kubańczyków
Mariluz i Pili – gościnność Kubańczyków

Mariluz i Pili – otworzyli przed nami swój dom w Viñalesoraz swoje serca. Opowiadając niesamowicie wiele o sobie, okolicy i życiu na wyspie. O dawnej przyjaźni polsko-kubańskiej, gdy łączyły nas socjalistyczne światy. I strasznie żałujemy, że wówczas nasz hiszpański był bardzo, bardzo podstawowy (hiszpański jest językiem urzędowym na Kubie) i że sami nie byliśmy w stanie opowiedzieć im więcej o nas i Polsce. Pili dawniej był kucharzem i przygotował nam nie lada ucztę z homara. Smutnym natomiast jest to, że jako przyjezdni, dostawaliśmy w każdym domu potrawy, które Kubańczycy jedliby tylko od święta… albo wcale.

Kubańczycy bardzo chętnie goszczą przyjezdnych w swoich domach i nie trzeba obawiać się o dach nad głową. Jest to dla nich też szansa na dobry zarobek – turystyka należy do głównych źródeł dochodu na wyspie. Dla nas stosunkowo niedrogi nocleg to cała miesięczna pensja dla Kubańczyka. Poniżej, możecie zobaczyć przykładowe miejsca, w których spaliśmy – wszystko rezerwowaliśmy przez stronę Airbnb.

Spanie spaniem, ale prać też gdzieś trzeba 🤣 Na Kubie nie spotkaliśmy się z czymś takim jak pralnie samoobsługowe w miastach. Opcje były dwie – mogliśmy zlecić pranie naszym hostom albo… zrobić je samemu, jak za dawnych lat, których nie pamiętamy 😁 A więc tak właśnie Aga wspomina naszą podróż poślubną – jako „przykładna żona”. Ale za to jakie widoki jej zapewniliśmy 🤣 (tu akurat widok na Santiago de Cuba, o którym opowiemy wkrótce).

Pranie na Kubie
Pranie na Kubie

Ciąg dalszy nastąpi…

A już niedługo zapraszamy na drugą część podróży „Kuba na własną rękę”, w której pokażemy inne ciekawe atrakcje i miejsca na wyspie, które warto odwiedzić:

  • wspomnimy stolicę kubańskiej rewolucji,
  • przeniesiemy się na piaszczyste plaże,
  • zobaczymy miasto Trinidad, jego wybrukowane uliczki i kolorowe budynki jak z innej epoki,
  • zaznajomimy się z pomnikami kubańskich bohaterów narodowych oraz Placem Rewolucji,
  • odwiedzimy miasto Santiago de Cuba, gdzie można zobaczyć najstarszy budynek na Kubie, Plaza Mayor, zabytkowy ratusz i wiele wiele więcej…

Zapraszamy na dalsze zwiedzanie Kuby!

CategoriesKuba